BLOG

Rok pełny zmian w firmie i w życiu

Kiedyś przeczytałam tekst o tym, że jutro będziesz nową wersją siebie z dzisiaj. I coś w tym jest. Choć mój przypadek wprowadził do tego stwierdzenia drobną korektę. Dziś jestem nową wersją siebie sprzed czterech lat.

Firmę założyłam w 2017 roku. Kolejną. Chyba trzecią. Takie czasy. Na początku pracowałam na etacie a w pierwszej firmie po godzinach. Po roku zdecydowałam się ją zamknąć. Zabrakło mi siły i energii oraz odwagi, żeby postawić wszystko na jedną kartę.

Druga była po to, bo to był jeden z warunków zatrudnienia. W porządku. Takie wtedy były czasy. Jestem elastyczna, nie przeszkadza mi to. Kontrakt się skończył a ja w bonusie otrzymałam wypalenie zawodowe i meldunek w pośredniaku.

Zmieniłam branżę, zdobyłam nowe kwalifikacje. Pracowałam na czarno (tak, w Polsce nadal takie „układy” są praktykowane), po pół roku dostałam umowę zlecenie w innej firmie. Potem etat w drugiej. Każda pensja, niezależnie od tego czy wynagrodzenie wpływało oficjalnie na konto, czy wpadało do ręki, była liczona według najniższej krajowej (wtedy jeszcze nie obowiązywała stawka za godzinę i ta najniższa krajowa była bardzo umowa i bardzo najniższa).

Przetrwałam. Nawet co miesiąc udawało mi się odłożyć czasem 20 zł, czasem 50 zł. Wiedziałam, że ta sytuacja jest chwilowa, teraz zacisnę zęby, a później to zaprocentuje. Wiedziałam, gdzie chcę być za kilka lat.

Pierwszy i ostatni rok na ów etacie zakończył się depresją w wyniku mobbingu i sporym wpływem na konto, poza należnym wynagrodzeniem, za niewykorzystany urlop i bonusy. Całość znacząco przewyższała moją pensję. Następnego dnia wykupiłam kurs na prawo jazdy na motocykl i obowiązkowy strój. Już po pierwszej lekcji zapomniałam o mobbingu i tamten okres oddzieliłam grubą kreską.

To wszystko w sumie trwało całe lata, których nie żałuję.

Gdybym cztery lata temu zupełnie inaczej podeszła do tematu własnej działalności, rozsądniej delegowała współpracę i lepiej zorganizowała różne procesy w firmie, dziś byłabym w zupełnie innym miejscu.

W 2017 założyłam kolejną działalność gospodarczą i małymi kroczkami, sukcesywnie pracowałam na pozycję, na której dziś się znajduję. Na pozycję, z której będę zadowolona.

W lipcu 2020 roku, po trzech latach prowadzenia jednoosobowej działalności gospodarczej zmieniłam formę prawną i przekształciłam firmę w spółkę z o.o.

W lipcu 2020 roku Cyfrowe Babki zakasały rękawy i pełne entuzjazmu zabrały się do pracy.

A pracy było dużo i co ciekawe, jest jej coraz więcej. Czasem śmieję się, że docieram do końca tabelki w bujo z wypisanymi zadaniami na ten dzień, a nowe już pojawiają się na początku. Jeśli komuś się wydaje, że własna firma to kaszka jaglanka na śniadanie i wakacje na Bali to niech zmieni dostawcę prądu 😉

Wraz ze startem w nowej strukturze, nabrałam ogromnej ochoty na uporządkowanie procesów w firmie. Opisuję i porządkuję wszystko, co dzieje się w firmie, od utworzenia bloga (od strony technicznej), po pełną księgowość i wdrożenie nowego klienta. Mam opisane różne typy mailingów i dlaczego podzieliłam je na grupy, mam excele z budżetami projektów, mam excele ze wszystkimi narzędziami, z których korzystam i cenami. Wszystko. Łącznie z tym, kto jakie ma u mnie w firmie uprawnienia. A mimo to urabiam się po łokcie. Ale ta praca nie idzie na marne.

Ale do wszystkiego trzeba dojrzeć. A ja nie uważam tamtego czasu za stracony.

I właśnie dlatego na blogu od ponad dwóch miesięcy nie pojawił się żaden nowy wpis ani odcinek podcastu. Ale powoli wracamy, powoli powstaje przestrzeń na to, do czego, tak naprawdę zostałyśmy powołane.

Dlaczego cyfrowe babki?

Dlatego, że stawiamy na nowe technologie i pełną automatyzację wszelkich procesów w firmie. Pracujemy zdalnie, w wirtualnym środowisku i planujemy wdrożyć w najbliższym czasie cyfrowe produkty.

Scaliłyśmy dziesiątki naszych arkuszy excel w google docsach i dzięki formułom, zmiana w jednym arkuszu, powoduje zmiany w kolejnych. Wdrażamy w firmie rozwiązanie do obsługi korespondencji przychodzącej i automatyzację odpowiedzi.

W najbliższym czasie cała komunikacja z klientami będzie się odbywała w środowisku ticketów, znaczników i będzie przypisana do konkretnych osób. Trzy różne maile w jednym.

Wprowadziłam CRM, od którego wszystko się w firmie zaczyna – dane z CRMa są importowane do kolejnych arkuszy takich jak prognoza sprzedaży, koszty czy budżet projektu.

Zrezygnowałam z pracy z milionem różnych aplikacji i ograniczyłam się wyłącznie do czterech:

  • Microsoft OneNote
  • Clickup
  • Google docs
  • Freshdesk

A to wszystko po to, by nasz flagowy produkt nareszcie mógł ujrzeć światło dziennie.

Aktualnie pracuję nad Interaktywnym przewodnikiem dla osób, które planują założyć działalność gospodarczą w Polsce i naprawdę nie mogę się go już doczekać.

To duży projekt w swoim kształcie, na tym etapie większość rzeczy robię sama, dlatego praca nad nim zajmuje tak dużo czasu.

Ale to nic nie szkodzi. Cierpliwość jest cnotą.

W styczniu oddam w Twoje ręce produkt, dzięki któremu, zamiast przeciskać się przez gąszcz niezrozumiałych przepisów, założyć swoją firmę w kilka godzin.

Więcej o tym projekcie napiszę wkrótce na blogu, natomiast w wolnej chwili zapraszam Ciebie do wątku na forum – zza kulis – prowadzę tam coś w rodzaju dziennika z zapiskami moich przemyśleń w czasie pracy nad przewodnikiem.

Możliwość komentowania Rok pełny zmian w firmie i w życiu została wyłączona